Dowcip o lekarzach # 13

Przychodzi matka z córką do lekarza i skarży się, że córka ma straszny wytrzeszcz oczu. Lekarz zbadał dziewczynkę i napisał receptę.
Matka z pacjentką wyszły z gabinetu, ale matka była ciekawa, co lekarz napisał na recepcie, bo nic się nie odezwał. Otwiera złożoną receptę i czyta:
„PROSZĘ POLUŹNIĆ KUCYKI.”

***

– Doktorze, za każdym razem, kiedy odwiedzam matkę, ona nie pamięta mojego imienia.
– Alzheimer?
– Nie, ku*wa, Marcin!

***

Facet miał problemy z zaśnięciem, więc poszedł w tej sprawie do lekarza.
– Brał pan jakieś tabletki na sen? – pyta lekarz.
– Oczywiście. Żadne na mnie nie działają.
– No, dobrze, to przepiszę panu takie extra strong. Tylko one są w czopkach.
– Mogą być i w czopkach, byle działały.
– Ok, no to za tydzień do kontroli.
Po tygodniu facet spotyka się z lekarzem:
– Jak tam? Pomogło? – pyta doktor.
– Panie, genialne! Jak się budzę to jeszcze mam palec w dupie!

***

Młody lekarz odebrał pierwszy poród. Pyta ordynatora:
– I jak mi poszło?
– W zasadzie dobrze, ale po pupie klepie się noworodka, a nie matkę.

***

Kocha się pielęgniarka z doktorem i nagle go pyta:
– Panie doktorze pan jest chirurg czy anastazjolog?
– Chirurg.
– To rżnij mnie pan, a nie usypiaj!

***

Pewien wierszokleta zorganizował w szpitalu wieczorek poezji. Sala pękała w szwach od pacjentów i personelu. Artysta tak się rozochocił, że jego występ potrwał dobre trzy godziny. Gdy skończył, wszyscy zebrani spali kamiennym snem. Nagle do poety podbiega anestezjolog, ściska jego prawicę i mówi:
– Szacuneczek mistrzu!

***

U wspólnych znajomych Kowalski poznał miłą panią.
– Ilekroć pan się uśmiecha, mam ochotę zaprosić pana do siebie.
– Pani mi pochlebia.
– Och, pan mnie źle zrozumiał.
– Ja jestem dentystką.