Dowcip o lekarzach # 10

Rozmawiają dwaj psychiatrzy:
– Wiesz co, mam rewelacyjnego pacjenta. Cierpi na rozdwojenie jaźni.
– A co w tym rewelacyjnego?
– Obydwaj mi płacą.

***

Do szpitalnej sali, gdzie leżą pacjenci ze sztucznymi płucami, wpada elektryk i oznajmia:
– No, panowie… Oddychajcie teraz głęboko, bo za chwilę na godzinę wyłączam prąd.

***

Młody dentysta wraca z dyskoteki:
– Jak było?
– Spoko, trzy wyrwałem.

***

Lekarz: Mam dla pana złe wieści.
Pacjent: Czy może pan być delikatny?
Lekarz: OK. Puk, puk!
Pacjent: Kto tam?
Lekarz: Rak wątroby.

***

Mój lekarz dawał mi sześć miesięcy życia. Ale kiedy mu nie zapłaciłem rachunku, dodał mi jeszcze drugie sześć.

***

W szpitalu lekarz pyta pacjenta:
– Czy nie odczuwa pan nudności?
– Nie, mam tu takie małe radyjko.

***

Lekarz mówi do pacjenta:
– Panie Nowak, mam dla pana dobrą wiadomość.
– O, to świetnie!
– Pana imieniem nazwiemy nowo odkrytą nieuleczalną chorobę

***

Spotyka się kilku lekarzy i zaczynają gadać o pracy:
– U nas idzie zwariować – narzeka psychiatra.
– U nas jest w ogóle do dupy – marudzi proktolog.
– U nas to w ogóle chujnia – kontruje urolog.
– … z grzybnią – dodaje wenerolog.
Tylko ginekolog uśmiechał się pod nosem.

***

Przychodzi nimfomanka do lekarza i mówi:
– Miałam krótkotrwały zanik pociągu seksualnego. Czy to normalne?
– Ile czasu trwał ten zanik?
– Pięć…
– Czego? Tygodni? Miesięcy?
– … sekund.