Dowcipy o lekarzach #2

Rozmowa lekarza z pacjentem w przychodni:
– Dzień dobry.
– Dzień dobry, jak się pan czuje?
– A dobrze, dziękuję.
– To po co pan przyszedł?!

***

W pewnej urazówce pracował bardzo dobry lekarz. Jego pasją były puzzle. Ponieważ znakomicie radził sobie ze składaniem ofiar wypadków, na jego stół trafiali przede wszystkim motocykliści. I motocyklistki. Jak ktoś był bardzo rozkwaszony, to pod maseczką lekarza pojawiał się niemal widoczny uśmiech i słychać było wypowiedziane półgłosem ”O, zestaw z tysiąca elementów!”
Pewnego razu przywieźli cud-motocyklistkę, ale połamaną niemożebnie. Zanim zaczął ją składać, powiedział:
– Nie piśniesz, to ożenię się z tobą.
Nie pisnęła. Ożenił się.
Teraz, kiedy mu mówią, że ma piękną żonę, odpowiada:
– Naprawdę się podoba? Sam składałem!

***

Wchodzi żołnierz do gabinetu lekarza na SOR-ze.
– Co panu jest? – pyta lekarz.
– Mam czkawkę.
– Czkawkę?! Ma pan CZKAWKĘ?! Pan sobie jaja robi?! Tu jest SOR, tu są nagłe przypadki!
– A ja pracuję w patrolu saperskim i za chwilę jedziemy na robotę.

***

Z ostrego dyżuru urazowego:
– Im większe obrażenia, tym mniej prawdopodobne, że dany człowiek poprosi o L4.
– Zimą zawsze pacjentów jest, o dziwo, mniej.
– Pacjenci z niemożliwymi do wymówienia nazwiskami częściej niż inni zapominają dokumentów.
– Najlepsze dyżury są w święta. Pacjentów mniej, a jak już się jakiś trafi, to zwykle ma śmieszną historię.
– Prawidłowość: zwykle niedługo po pacjencie z solidnie obitą mordą zjawia się kolejny ze zwichniętą ręką lub złamanym palcem dłoni.
– Im młodszego pacjenta gipsujesz, tym bardziej prawdopodobne, że milisekundę po zagipsowaniu strzeli sobie samojebkę.