Szkolenie smoków

By podszkolić mnie w działaniu i bym mógł rozwinąć skrzydła,
na szkolenie mnie wysłali, by robota mi nie zbrzydła.
Pojechałem – choć daleko, bo z gór aż pod samo morze,
oczywiście hotel klasa i nie trzeba mieszkać w norze.
Na recepcji się zjawiłem, dałem dowód – oni klucze,
pokój jednoosobowy więc na noc coś wyrwać muszę.
Po objedzie w jakiejś sali miało pierwsze być spotkanie,
już nie mogę się doczekać jakie, kurde, przyjdą panie.
No i wszystko się zaczyna, choć jest dobrze do tej pory,
weszły panie i… o kur… same smoki i potwory.
Same biurwy z wielką dupą, na łbie ondulacja trwała,
no to lipa z dupy na noc, ktoś mnie w, kurde, zrobił w wała.
No… szkolenie nawet fajne – coś się tam też dowiedziałem,
ale żadnej fajnej laski jeszcze tu nie dojrzałem.
No cóż, takie bywa życie, nie usłane jest różami.
Wieczór będzie trzeba umilić sobie alkoholami.
No i siedzę teraz w pubie, sącząc piwo z zimnej szklani,
A tu do mnie podbijają z kursu „ piękne” koleżanki,
Smok otworzył do mnie paszcze „co tak sam samotnie siedzisz
Dotrzymamy towarzystwa” (myślę co ty babo bredzisz).
Oczywiście koleżanki siadajcie – wszak miejsca sporo,
Ta druga mi przypomina z Mortal Combata Goro.
Piwo przestało smakować, myślę – trzeba walnąć setę,
Ani jedna ani druga nie wygląda na kobietę.
No i wale druga setę, czwartą, piątą, no i szóstą

I się k..wa budzę rano z tą najbrzydszą świnią tłustą.–

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.